Swobodne przemyślenia o Unii na kanwie dzisiejszych wyborów do Parlamentu Europejskiego.

(trwa cisza wyborcza… Trudno sobie miejsce znaleźć. Nie można pisać o wyborach, napięcie, związane z myślami o wyniku, powoli szybuje… Trzeba się było czymś zająć przed „godziną zero”; napisałam krótki tekst o Unii. Tekst i dla nas wszystkich i dla kandydatów, którzy mają nas reprezentować).

 

W krajach członkowskich UE od jakiegoś czasu narastają opinie o kryzysie Unii. Sam Brexit i wszystkie zawirowania wokół niego podnoszą temperaturę dyskusji wokół przyszłości Unii i demokracji w ogóle.

Aby móc lepiej zrozumieć obecny stan deficytu demokracji, go przyczyny i tendencje, przyjrzyjmy się bliżej korzeniom demokracji w historii świata. Pozwoli to też spróbować odpowiedzieć na pytanie, dokąd chcemy zmierzać.

Pierwszą ateńską demokrację zawdzięczamy reformom Klejstenesa w 507 r. pne. Ukuła się w brutalnych warunkach krwawej wojny ze Spartą i szeregu kompromisów społecznych i politycznych poszczególnych polis. Powstała ze starcia dwóch podejść: dobrego prawa (eunomia) czyli władza w ręce najgodniejszych, arystokratów i drugiego podejścia, czyli równego prawa (izonomia), czyli każdy obywatel posiadający równe prawo do sprawowania władzy. Oczywiście dotyczyło to tylko męskich obywateli, a także nie zbliżyło się nawet do współczesnej demokracji i jej najważniejszej cechy – praw człowieka, ale i tak była to kolebka, od której zaczęła się demokracja.

W ciągu następnych wieków owa demokracja wciąż dotyczyła dobra wspólnoty (dobra polis), a nie, jak współcześnie, dobra obywatela. Tu właśnie mówimy o podstawowym rozróżnieniu: wolnym mógł być obywatel nawet żyjący w tyranii, bo zachowywał swoją wolność w obrębie wspólnoty.  Dopiero dużo później zaczęto rozumieć, że równość obywateli i powszechna dostępność władzy dla obywateli stanowią kluczowe cechy demokracji. Dobrem wspólnym powoli stawała się suma korzyści indywidualnych. I tak zostało do chwili obecnej. Rodzenie się dwóch nowożytnych demokracji: francuskiej i amerykańskiej powstało na bazie umowy społecznej ich twórców i odwołania się do wolności jednostkowych (wolność, równość, braterstwo), jako nadrzędnych. Budowano demokracje według klucza, żeby wspólnota służyła swoim członkom, a nie odwrotnie.

W demokracji nowożytnej zaczął się też system przedstawicielski (w moim imieniu decyduje o mnie i moich sprawach ktoś, kogo sam wybrałem). W systemie ateńskim było to nie do pomyślenia (sam decyduję). Potem przestało to być możliwe niejako naturalnie, w obrębie współczesnej wspólnoty żyje tak wielu obywateli, że system przedstawicielski narodził się i trwa samoistnie i obecnie jest podstawą demokracji. Każdy obywatel powierza swoją wolę i swój głos komuś, kogo w ogóle nie zna, kto znajduje się bardzo daleko (nie tylko w geograficznym, ale i także i symbolicznym oddaleniu).

Systemy prawne, tradycje i korzenie, historia, bieżące dążenia i wewnętrzne, nierzadko sprzeczne cele i szereg innych uwarunkowań bardzo różni kraje, które skupia Unia Europejska. W inny też sposób poszczególne kraje dochodziły do swoich demokracji i często inaczej wyobrażają sobie swoją przyszłość. Niełatwo więc przyjąć jeden typ demokracji dla wszystkich krajów, nie sposób przykroić wszystko i wszystkich według jednego wzorca i wierzyć optymistycznie, że całość zadziała bez zgrzytów. Demokracja jako fenomen jest przecież nie tylko systemem prawnym, ale też (przede wszystkim) praktyką sprawowania władzy i sposobem życia społeczeństw.

Sam system prawny nie wystarczy; czasem jest on nawet zaprzeczeniem demokracji jako takiej (np. konstytucja stalinowska z 1936r.). Dopiero sprawna wspólnota obywateli na kanwie systemu prawnego tworzy skutecznie działający dla dobra społeczności twór. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że w deficycie demokracji istotną rolę gra rozdźwięk pomiędzy oczekiwaniami a rzeczywistością, między ideałem, zakładanym przez prawo a stanem faktycznym. Coraz częściej obywatele czują, że nie mają żadnego wpływu na władzę, ba, nawet na własny los. Komunikacja pomiędzy rządzącymi a rządzonymi (na każdym poziomie owej władzy) często szwankuje, a często nie ma jej w ogóle. To prowadzi do frustracji i myśleniu „my kontra oni”, co często bywa początkiem równi pochyłej.

Równie ważnym problemem dla demokracji jako takiej są trudności w zdefiniowaniu wspólnego dobra. Nawet w lokalnej skali czasem trudno jest uzyskać konsensus – co jest dobre dla sąsiada, niekoniecznie jest dobre dla mnie.  W skali kraju takie niezgodności rosną w postępie geometrycznym. W skali zjednoczonej grupy państw – jest ich multum; różne opinie, cele, konieczności, zobowiązania i niemożności, a także wypracowanie kompromisów w olbrzymiej masie obszarów ważnych spraw… przestajemy się dziwić, że to koło zamachowe czasem zwalnia, czasem się zatrzymuje, a nawet czasem powstaje podejrzenie, że chce zmienić kierunek…

Kryterium wyboru i selekcji kandydatów czasem bywa tzw. ich ogólny program wyborczy i pochodzenie partyjne, a czasem jednak lokalne potrzeby jednej/kilku grup społecznych, w sprawie których wypowiadają się kandydaci. W ten sposób czasem podważane są podstawy wspólnego rządzenia wspólnym dobrem. Często politycy popełniają ten błąd: zamiast widzieć główny cel i do niego dążyć, chcą zaspokoić jak największą liczbę wyborców, szkodząc tym samym jak najmniejszej liczbie. Tym sposobem i oni powoli zatracają (zatracili?) owo pojęcie dobra wspólnego. Odpowiedzialność za państwo i społeczeństwo powoli sprowadza się do odpowiedzialności prawno-karnej. Tym samym powoli rządzeni przestają się utożsamiać z rządzącymi, powoli zamiera samorządność i ginie łączność władzy z obywatelami. A to z kolei osłabia poczucie odpowiedzialności u polityków. I błędne koło kryzysu demokracji się nakręca. Prestiż zawodu polityka obniża się, w niektórych krajach całkiem dołuje, do głosu dochodzą partie populistyczne, które nierealnie dużo obiecują (i nie dają…).

Ów deficyt obserwujemy także w dojrzałych, ukształtowanych systemach demokratycznych. Nie oznacza to jednak, że aktualny deficyt demokracji może być etapem do jej upadku. Trzy kluczowe obszary są często podnoszone, jako te, w których powinny nastąpić istotne zmiany, aby wspólnota unijna mogła się konsolidować. Te sprawy to: uproszczenie skomplikowanych zawiłości i struktur unijnych, by sama Unia stała się bardziej czytelna dla swoich obywateli (1), ciągła praca nad akceptacją i wiarygodnością wspólnoty unijnej (2), i zbliżenie władzy do obywateli. (3). Jesteśmy więc świadkami owego rozdroża; miejmy wszyscy nadzieję, że zostanie wypracowany właściwy kierunek. Mniej scentralizowanych agencji i urzędów na rzecz zwiększenia kompetencji dla władz lokalnych. Decyzje zapadające na europejskim poziomie powinny być dostosowywane i „dokrawane” na potrzeby niższych poziomów i ich wykonanie w dużej mierze powinno się oddawać lokalnym instytucjom samorządowym, znającym lokalne potrzeby. Należało by też poczynić zmiany w myśleniu – Unia Europejska bardziej byłaby akceptowana, gdyby była rozumiana jako wspólna przestrzeń dla działania, a nie scentralizowany twór. Obok świetnie działającej władzy ustawodawczej można by powołać efektywną władzę wykonawczą, też i na niższych szczeblach.  W ten sposób – do tej pory dalekie i nie zrozumiałe – sprawy europejskie stałyby się codziennością obywateli. Skutecznie pracujący samorząd pomagałby – poprzez działania wspólnotowe – w odrodzeniu się myślenia o dobru wspólnym.

W praktyce niezmiernie rzadko pojawia się myślenie o jednolitym dobru europejskim. Każde państwo ma swoje partykularne interesy, z których nie może i nie chce ustąpić. Jest to kolejny powód, żeby przekazać zasoby kompetencji najniższym szczeblom, które są w stanie poczynić szczegółowe ustalenia, ponieważ odgórne instytucje są w wielu sprawach niewydolne i niepotrzebne. Dopiero w relacji „od niskiego do coraz wyższego” może się wykształcić ogólne europejskie rozumienie problemu, europejska racja stanu.

Znajdujemy się w trudnym czasie. Zadbajmy o to, by państwo nie było przypadkowo dryfującą pojedynczą tratwą, a działało jak świadomie sterowany okręt, który dąży do wspólnego unijnego portu dla wielu okrętów.

autor: Ewa Beenewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *